Wiadomości z Żor

Czy wojna jest dla dzieci? Projekt Zaklęcie na W.

  • Dodano: 2020-02-07 08:30, aktualizacja: 2020-02-07 11:11

Biblioteka w Żorach zrealizowała nawiązujący do 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej projekt „Zaklęcie na W”, dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury.

Projekt był realizowany od września do grudnia 2019 r. i miał na celu zapoznanie dzieci z tematem wojny poprzez literaturę, jednak w poszczególne wydarzenia zaangażowani zostali też dorośli. Początkowo planowano zorganizowanie 25 wydarzeń, w których udział miało wziąć około 800 uczestników. Oferta biblioteki spotkała się jednak z tak dużym zainteresowaniem, że przygotowano łącznie aż 50 wydarzeń, w których wzięło udział 1 392 uczestników. Projekt obejmował m.in. cykl zajęć z książką adresowanych do uczniów szkół podstawowych i spotkania ze „świadkami historii”, pisarzami i historykami: Małgorzatą Strękowską-Zarembą, Anną Czerwińską-Rydel, Katarzyną Ryrych, Beatą Ostrowicką, Barbarą Gawryluk, Renatą Piątkowską i Tomaszem Góreckim z Muzeum Miejskiego w Żorach. Historyczna gra miejska „Kryptonim Żory” adresowana do całych rodzin pomogła utrwalić wiadomości oraz poznać ciekawe, a często nieznane fakty z dziejów miasta, natomiast konkurs literacki „Wojenne dzieje Żor” był okazją do zagłębienia się w historię Żor i losy jego mieszkańców.

Poniżej można przeczytać tekst zwycięskiej pracy Kornelii Goraus, która sięgnęła do rodzinnych wspomnień i w krótkim opowiadaniu opisała przeszłość swojej prababci Małgorzaty Nowak.

Praca do pobrania w formacie PDF

 

„Pestka” Kornelia Goraus

I

Dawno temu, za górami, za lasami...

Zacznijmy jeszcze raz, od początku. Ta historia ma niewiele wspólnego z baśnią. Jest to opowieść o kobiecie, która wiele przeżyła. Miała sześcioro dzieci; niestety jedno umarło przy porodzie, a drugie na gruźlicę.

Pewnego razu, podczas II wojny światowej, najmłodsze z dzieci, Krysia, znalazła brzoskwinię. Było to pożywienie dla całej rodziny. Krysia - jako najmłodsza - ugryzła ostatnia. I wtedy stała się tragedia! Pestka utkwiła jej w gardle. Może brzmi to nieprawdopodobnie, ale w tamtych czasach było to tragiczne zdarzenie.

Matka wyruszyła w daleką podróż do lekarza, pozostawiając czwórkę dzieci bez opieki w domu. Była to wyczerpująca wyprawa – pieszo z wózkiem z małą Krysią, która się dusiła, ponieważ pestka mocno tkwiła w gardle. Minęły dzień i noc. Dramatyczna podróż pełna niepokoju o dzieci pozostawione w domu, pełna lęku o życie Krysi, o jedzenie, o przetrwanie. Kiedy wreszcie dotarły, doktor, który uratował małą Krysię, dał im coś na drogę powrotną. „Masz tu jabłko i zjedz je. Przed wami długa i ciężka droga”- powiedział. Głodna matka musiała wybrać czy dać owoc swojemu dziecku, czy raczej go zjeść, wiedząc, że w domu jest jeszcze czwórka dzieci, które czekają na swoją mamę. Jak miała postąpić? Kobieta pośpiesznie po kryjomu zjadła jabłko! Była zrozpaczona tym, że musi ciągle wybierać. Kolejnego dnia na wpół martwe dziecko nawet już nie płakało, ale gdy były już blisko domu, nagle zza rogu wyłonił się jakiś żołnierz i dał kobiecie mandarynkę... Mogły przetrwać!

Wszystko dobrze się skończyło. Oby nikt z was nie znalazł się w takiej sytuacji, ponieważ matka nigdy nie powinna wybierać pomiędzy sobą, a resztą swoich dzieci

II

W czasie II wojny światowej mąż owej kobiety ciężko pracował. Czyścił Niemcom buty, natomiast jego rodzina kryła się w bunkrach. Nie było w nich miejsca dla wszystkich, dlatego Krysia musiała pracować z ojcem i czyścić buty Niemcom. Ojciec obciął dziewczynce włosy i z wielką miłością powiedział: „Ty jesteś na zawsze mój ukochany Krysik”. Niemcy poniewierali ojca i „chłopca”.

W tym czasie rodzina Krysi tkwiła od miesięcy w bunkrze, gdzie ukrywali się razem z sąsiadami, którzy byli Żydami i mieli małego syna Antoniego. Pewnej nocy sąsiadka nie mogła już karmić syna, na szczęście matka Krysi miała dużo pokarmu, więc nakarmiła i jego.

Ich pożywieniem były ziemniaki, po które co dzień chodził sąsiad. Pewnego dnia wyruszył po nie jak zwykle; niestety miał pecha, ponieważ trafił na łapankę. Złapali go, orientując się od razu, że był Żydem. Wywieźli go do getta w Krakowie. Antoniego i jego matkę wkrótce też tam wysłali. To był ostatni raz, kiedy ich widziano.

Ojciec nadal czyścił buty Niemcom i ze swojej pracy wywiązywał się wzorowo. Niestety chyba nie był w pełni doceniony, ponieważ któregoś ponurego dnia Niemcy zakatowali go na śmierć. Krysik wszystko widziała. Obrabowali też ich dom... Nie mieli nic oprócz siebie. Miesiąc po tym matka wyszła z bunkra i serce jej omal nie pękło, gdy zobaczyła zdewastowane mieszkanie. Lecz pamiętała, że ma dzieci i nie może się poddać i ich zostawić. To dla nich nadal musiała ciężko pracować i walczyć o byt.

Najstarszy z jej synów bronił Warszawy. Niestety nie przeżył, poległ we wrześniu 1944 roku, w obronie swojej Ojczyzny. Ona jak Niobe, której dzieci ginęły, skamieniała - stała się kobietą bardzo twardo stąpającą po ziemi, walczącą przede wszystkim o dobro rodziny. Rodziny, którą bardzo kochała i była z niej dumna.

Moja prababcia zawsze pragnęła tego, abyśmy doceniali to, co mamy. Nigdy nie poznałam jej osobiście, ponieważ zmarła kilka dni przed moimi narodzinami. Pomimo tego mocno czuję, że jest mi niezwykle bliska, bo ja - tak jak ona - wierzę najbardziej w rodzinę i jej wartość. To jest ponadczasowe...

Była to historia Małgorzaty Nowak (ur. 1912 r., zm. 2006 r.) mojej prababci...

Dodaj komentarz

Wyrażam zgodę na publikację postu w formie komentarza zgodnie z obowiązującym Regulaminem.

powiadamiaj o odpowiedziach na komentarz.

dodaj mój adres do newslettera.

Więcej informacji na temat przysługujących Państwu praw zawarliśmy w Polityce Prywatności.